Jubileusz 80-lecia Karola Kurzysza – Strażnika naszej mowy

PIOSEK W kalendarzu każdego regionu zdarzają się daty, które wymagają szczególnej oprawy. Taką okazją są 80. urodziny Pana Karola Kurzysza – postaci niezwykle zasłużonej dla zachowania tożsamości Śląska Cieszyńskiego.

Cichy świadek i głośny głos tradycji

Pan Karol to osobowość wyjątkowa. Choć na co dzień skromny i pogodny, staje się niezwykle sugestywnym narratorem, gdy mowa o historii naszych ojców. Jest jednym z niewielu już twórców, którzy z taką naturalnością i kunsztem posługują się językiem „ponaszymu”. Dla niego gwara nie jest reliktem przeszłości, lecz żywym organizmem, który pielęgnuje z rzadką dziś starannością.

O dorobku Jubilata można by opowiadać godzinami – jego wkład w kulturę regionu wykracza poza ramy zwykłego hobby. Jak zauważył wybitny znawca tematu, prof. Karol Daniel Kadłubiec, wiersze Pana Karola (publikowane m.in. w monografii Piosku) są kwintesencją tego, co w naszej mowie najcenniejsze. To literackie świadectwo trwałości języka, który mimo upływu wieków i burzliwej historii, wciąż brzmi autentycznie w ustach tutejszych mieszkańców.

Po naszymu – Karol Kurzysz
Jednóm sprawiedliwość mómy na tym świecie,
że se każde stworzyni po swojimu plecie.
Woda hóczi, wiater fuczi,
hróm bije, syczóm żmije,
buczóm woły, brzynczóm pszczoły,
swojóm mowym majóm krowy, gynsi, wróny,
tóż my kole Cieszina też swojóm rzecz mómy.
W szkołach ji nigdzi nie uczóm, nie znajóm urzyndy,
a jednak po naszim Ślónsku jóm je słychać wszyndy.
Żodnymu sie nie wcisko, gdo chce, tyn rozumiy,
a gdo sie ji nauczić nie chce, tyn nie umiy.
Staro legynda mówi, niejedyn to słyszoł,
jak teryndy przejyżdżoł sóm Franciszek cysorz.
Niż se przipił żinczicóm z baczóm w Kozubowej,
przód sie staroł zrozumieć naszóm ślónskóm mowe.
A było na tym świecie chytroków niemało,
co gwarym naszich przodków sponiewiyrać chciało.
Król Gustaw nas chcioł nauczić po szwedzku,
Stalin po rusku, Hitler po nimiecku,
ale nóm ku sercu jaksi nie przirośli,
a że nie porzóndzili, z czim prziszli, z tym poszli.
Tak łopowiadali starzik wnukóm stare dzieje,
tak se rozprowiajóm babki przi kościele,
po naszimu pachołek hóczoł do dziełuchi,
kiero potym w potoku płókała pieluchi.
Po naszimu poganio chłop, co w polu łorze,
po naszimu mówióm ksiyndzowie, rechtorze,
tóm rzeczóm łod jakżiwa mówił fojt na gminie,
a dziywki śpiywowały bojtki po dziedzinie.
Po naszimu mie ucziła mama piyrszi słowa,
też tymu to je moja macierzyńsko mowa.
Dziwióm sie małowierni, wyśmiywajóm, straszóm,
a my swojóm gwarym czcimy, bo je przeca naszo.
Głymboko do serc naszich wpuściła korzynie,
żodyn jóm nie wykorcuje, żodyn nie wyżynie.
Tu na tym skrowku ziymi se naszła mieszkanie,
Była tu downo przed nami i po nas zostanie.
Bo je na świecie taki zwyczoj niepisany,
że człowiek mówi jynzykym, co słyszoł łod mamy.
Tóż niech se już tam każdy beble po swojimu,
a my se bedymy dali po naszimu.

Panie Karolu, dziękujemy za każde słowo przelane na papier i za Pana nieustającą pogodę ducha. Życzymy zdrowia oraz niesłabnącej weny, by „naszo mowa” dzięki Panu trwała wiecznie!

Foto: Marcela Szkanderová, Jan Michalik, prywatne zbiory Karola Kurzysza